Blog > Komentarze do wpisu

LUDZIE "CEGIELSKIEGO" / Eugeniusz Poczta

 

Siada i zaczyna: „Czarno to wszystko widzę...”

W Cegielskim pracuje od 1971 roku, „całe życie na wydziale spawalni”. Zaczynał na spawalni w transporcie przy obsłudze suwnicy, potem „pod hakami”, po 6 miesiącach przeniósł się na wypalarki. „Trzypalnikowa wypalarka plus różnej grubości blachy i paliłeś dwieście kółek, a praca była w akordzie”. Potem poszedł na walcownię i tam spędził kilkanaście lat. Jego stanowisko pracy nazywało się prostowacz, chociaż, jak sam mówi ze śmiechem: „mimo tego, że często coś zginałem”. Całe życie starał się być człowiekiem zaradnym, więc kiedy dostał propozycję pracy na obróbce na tej samej majsterni – ciekawy nowych maszyn – zgodził się od razu. A tu już strugarka krawędziowa, tokarka, wiertarki. „Żeby zarobić, to trzeba pracować”, więc poznawał nowe maszyny i zdobywał nowe umiejętności. Stał się wszechstronnym pracownikiem. Potem, zrobiwszy papiery mistrzowskie w 1981 roku, został brygadzistą. Mówi że wszystkiego nauczył się w Cegielskim. Skończył „Oksford”, ale prawdziwą szkołę przeszedł dopiero w spawalni w Cegielskim. „Jak widzieli że garniesz się do nauki, jak się wykazałeś umiejętnościami, to ci starsi – z pokolenia mojego ojca – cię szanowali i docenili. Dzięki takiej firmie jak Cegielski wielu ludzi mogło godnie usiąść do stołu, ich dzieci mogły się kształcić, wiele pokoleń inżynierów się wykształciło, a dzisiaj...”

„Moja mama od 1960 roku do emerytury też pracowała na wydziale spawalni jako sprzątaczka, zawsze na drugą zmianę. Znała spawalnię na wylot. Ojciec pracował krótko w Cegielskim, najpierw była wartownia, potem spawalnia, następnie walcownia. Nosiło go i całe życie szukał czegoś lepszego… Mój starszy brat Jerzy, tokarz, w 1969 roku przyszedł do Cegielskiego i pracował do 1995, na obróbce ciężkiej, na „karuzelówce”, potem na kontroli jakości a potem na wiertarce wielkootworowej. Jego żona Grażyna była suwnicową na wydziale spawalni. Poznali się w fabryce. Ania, żona najmłodszego brata Wiesława pracowała w Cegielskim jako dysponent produkcji na wydziale spawalni – ale krótko, może pół roku... ojca siostra – Maria pracowała na blacharni W-3, a mój syn Mariusz w Cegielskim pracuje od 6 lat (tam, gdzie ja zaczynałem na spawalni, na walcowni) i kończy studia. Najbardziej ceniony fachowiec to jest fachowiec, który przejdzie warsztat, który pozna od podstaw pot, koło, i walce, i maszyny – to jest fachowiec.

Miałem awansować na mistrza na innej majsterni, to miała być blacharnia. Byłem z tego kompletnie zielony: wytłaczane części, podkładki sprężynowe, kolektory spalin, nożyce krążkowe, „zykówka”, która potrafiła robić wyoblenia, prasy. Nie znałem tej pracy. Nie chciałem być majstrem przyniesionym w teczce. Zdecydowałem, że podejmę się kierowania tym kolektywem pod warunkiem, że przez miesiąc, będąc majstrem, będę pracował jak zwykły pracownik. 12 ludzi i ja w ubraniu roboczym między nimi w warsztacie. To ich bardzo zaskoczyło. Mówię im, że jestem mistrzem na papierze, a teraz chcę być mistrzem naprawdę... Dzisiaj znamy się tu wszyscy jak łyse konie.”

W 2004 roku nawiązał współpracę z Marcelem Szarym i został członkiem Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, od stycznia 2013 roku jest przewodniczącym Inicjatywy Pracowniczej.

W 2009 roku, po kilkudziesięciu latach pracy, został przesunięty do pakowni na stanowisko dysponenta produkcji. „Taka zsyłka” – mówi.

„Wartości, które nabyłem w tym Cegielskim to nie były złe wartości. Choć martwi mnie, że tak lekkomyślnie popełnia się błędy. A ja na spawalni się urodziłem...”

środa, 05 czerwca 2013, ewps

Polecane wpisy