Blog > Komentarze do wpisu

LUDZIE "CEGIELSKIEGO" / Grażyna i Marek Świętek

Grażyna po maturze w 1977 roku, z fachem w ręku – tokarz, obróbka skrawaniem – przyjechała z Wałcza. Jej brat Władysław już pracował w Cegielskim. Nie chcieli jej przyjąć bo myśleli, że chce pracować w biurze. A ona, że do biura nie chce, tylko na maszyny. Od razu dostała propozycję pracy na frezarkach, na W-4. Ale tak się złożyło, że po sześciu tygodniach, jak zwolniło się miejsce w biurze, przeszła do zaopatrzenia i tam pracowała aż do emerytury. Jej działka to „części normalne’.

Marek, kiedy zaczynał pracę w Cegielskim 19 lipca 1965 roku nie miał jeszcze 18 lat. Odlewnik i ślusarz. Dwa lata spędził w warsztacie na W-4 jako ślusarz, a potem jako frezer. „Żeby być dobrym tokarzem, to jednak minimum trzeba 5 lat ciężko praktykować” – mówi. Potem wojsko i powrót do Cegielskiego. W 1974 roku przeszedł na stanowisko „rozdzielcy”, a w 1980 roku do „materiałówki” (zaopatrzenie materiałowe, jego działka to odkówki).

Grażyna swojego męża poznała na W-4. Wspólne wycieczki, kółka zainteresowań. Ślub brali w grudniu 1981 roku w stanie wojennym.

Marek całe życie fotografował, miał działkę na Sypniewie. Pierwsze swoje pomidory trzymał w hotelu robotniczym pod łóżkiem. Nim poznał Grażynę dostał kawalerkę na Dębcu. Mieszkają w niej do dziś –26 metrów kwadratowych. Wychowali w tej kawalerce dwójkę dzieci, „Najpierw to było jedno łóżeczko, potem zrobiłem łóżko piętrowe, biurko, jedno pomieszczenie przedzieliłem na pół tak, że zrobiły się z tego dwa małe pokoiki...”

Grażyna: „W-4 w 1995 roku przenieśli na W-5 (urządzenia mechaniczne: dmuchawy, sprężarki do statków) i tam pracowałam aż do 2008 roku. Potem „piątkę” zlikwidowali i przenieśli na W-2 (fabryka silników okrętowych), i tam pracowałam do 2012 roku.

Marek: „Po ślubie w jednym biurze z żoną – to mi nie pasowało. Trzeba było się „rozwieść”. Przeszedłem do dyrekcji do planowania. I tam pracowałem do końca, do 2001. Zwolnili mnie, „zredukowali”.

Grażyna: „Nasze życie toczyło się wokół zakładu – biwaki pod namiotem, wyjazdy ciężarówką do lasu. Grałam w ping-ponga w rozgrywkach między fabrykami, później kręgle. Zdobyłam 5 pucharów, zawsze miałam pierwsze miejsce.”

Marek: „Nigdy nie narzekaliśmy. W Cegielskim dobrze się pracowało. W całej mojej  historii może miałem z 20 dni chorobowego. Chciało się chodzić do pracy.”

Grażyna: „W Cegielskim kiedyś było inne życie.”

środa, 05 czerwca 2013, ewps

Polecane wpisy