Blog > Komentarze do wpisu

LUDZIE "CEGIELSKIEGO" / Zygmunt Zieliński

Pracę w „Cegielskim” rozpoczął 8 sierpnia 1957 roku. Był pierwszym ze swojej rodziny, który trafił do HCP. Ojciec i brat byli żołnierzami zawodowymi, więc i on po dwóch klasach Technikum Łączności, postanowił pójść do Oficerskiej Szkoły Łączności w Zegrzu koło Warszawy – „Ale gdy Gomułka przyszedł do władzy i nas zredukował, przyjechałem do Poznania. Jestem „chłopak z Wildy” – mówi.

Początkowo przez trzy miesiące pracował w Spółdzielni Metalowców, a potem już przez wiele lat w „Cegielskim”. Pracując tu skończył szkołę zasadniczą i Technikum Elektryczno-Mechaniczne na Dębcu. W „Cegielskim” trafił od razu na „Eskę”, jak nazywano Wydział 7 zajmujący się „produkcją specjalną”. Jego stanowisko pracy nazywało się p-kopiarz, mówili na nie żartobliwie „pan Kopiarz”. Później był jeszcze frezeram, wierciarzem, ślusarzem – „Przy maszynach pracowaliśmy na początku po 12 godzin – zaraz po swoim ślubie, po wszystkich uroczystościach musiałem na 12 godzin pójść na nocną zmianę – koledzy sobie z tego żartowali”- wspomina. Później został planistą i kierownikiem rozdzielni, a gdy zwolniło się miejsce, przeszedł do obsługi klienta. W końcu objął stanowisko kierownika magazynu zbytu i był nim 10 lat – aż do likwidacji magazynu. Wtedy wrócił na W-7 i tam pracował jako majster przygotowalni, pakowni i transportu – aż do emerytury w 1997 roku. – „Miałem przepracowane 40 lat i wraz z wieloma kolegami zdecydowaliśmy się na tę emeryturę – mówi – Dziś trochę tego żałuję.

Przez pierwsze trzy miesiące na emeryturze wytrzymywałem, ale później musiałem znaleźć sobie jakieś zajęcie. Lubiłem pracę, lubiłem być w ruchu. Do dziś, gdy przechodzę koło budynków HCP, pokazuję wnuczkom, gdzie pracował dziadek. Nigdy też nie przestałem interesować się „Cegielskim” – w końcu cały czas byłem działaczem turystycznym i związkowym. Przez pewien czas byłem wiceprezesem PTTK przy HCP – wprowadził mnie tu ten, który mnie turystyki nauczył, czyli Kazimierz Lisiecki. On był wszystkim – ojcem, matką, bratem… Organizowaliśmy mnóstwo rajdów po zakątkach Polski. Oddział „Cegielskiego” był jednym z większych w kraju – poza Nową Hutą i Stocznią Lenina w Gdańsku. Jeździliśmy na rajd, który wówczas nazywał się „Rajdem Leninowskim” – niektórzy mają do nas o to pretensje, ale my po prostu jeździliśmy na wyprawy górskie, a jak one się zwały, tak się zwały – to nie było ważne.

Od początku dobrze trafiłem – na W-7 było paru takich zapaleńców jak ja – kochających sport i podróże. Poza działalnością w PTTK, byłem członkiem Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej, jestem instruktorem rekreacji fizycznej i pilotem turystyki krajowej. Do dziś noszę w portfelu legitymację. Mogę się poszczycić, że 1/3 załogi „Cegielskiego” wywiozłem w Polskę. W Związku Emerytów „Metalowcy” też zajmuję się turystyką. Wiele się zmieniło, emerytów jest coraz mniej, ale ciągle chcą wyjeżdżać.

W „Cegielskim” pracowała przez jakiś czas również moja starsza córka – najpierw w szpitalu, później w hotelu, a młodsza, trafiła do takiego działu jak ja, który teraz nazywa się działem marketingu, i do dziś pracuje w HCP.

57 lat koło tego „Cegielskiego” się kręcę – ładny wiek. Tak długo jak mogę, tak długo będę działał, nie wycofam się.

piątek, 14 czerwca 2013, ewps

Polecane wpisy