RSS
wtorek, 28 maja 2013

To nie jest jakiś Pol-Płot. To jest Cegielski i tu się robi takie rzeczy, które wymagają nie tylko zaplecza maszynowego, dźwigów, suwnic, posiadania odpowiednich technologii, ale przede wszystkim fachowości i ciężkiej pracy. A fachowość i praca to są ludzie. Ja jestem technikiem humanistą – mówi o sobie Marek Kotusiewicz – To nie jest łatwy chleb. Jak się jest kierownikiem, to trzeba być silnym, ale  trzeba być też psychologiem.

Tu, na spawalni pracuje ponad setka ludzi, głównie z podpoznańskich gmin – z Mosiny, z Wągrowca, z Kościana, ze Stęszewa – z jakichś okolicznych wsi, gdzie wszystko padło na samym początku tzw. transformacji. To są ludzie przyzwyczajeni do ciężkiej pracy – dobrzy fachowcy, szanujący robotę. Każdy to jest indywidualność, każdy to jest charakter i każdy tu jest twardy, bo nikt słaby tu nie wytrzyma. Tu jak się jest „kierasem”, to trzeba mieć autorytet i zaufanie, a czasami taki głos, który jest silniejszy niż cały hałas wkoło i te korki, które każdy pracownik ma w uszach. Ale trzeba też dbać o atmosferę. Tu są napięcia, stresy, emocje – czasami trzeba to rozładować humorem, poklepać tego czy tamtego po ramieniu, pochwalić, umotywować… inaczej robota nie idzie. Ale to jest robota zespołowa, od góry do dołu i od dołu do góry. Tu się na sukces pracuje zespołowo, inaczej byłby niemożliwy.

Na spawalni pracuje już ponad 20 lat. Najpierw na "trójce", potem na wagonach. Zna się na tej robocie i wie o niej wszystko. Wystarczy, że spojrzy na rysunek techniczny i wie, jakie materiały potrzebuje, ilu ludzi, ile czasu, i potrafi szybko i w przybliżeniu przeliczyć to na pieniądze.

Do pracy przychodzi na 6 rano, ale zanim przejdzie przez spawalnie i siądzie za swoim biurkiem często jest już 8. Z każdym musi pogadać, ustalić plan roboty. Jest przy ludziach i trzyma rękę na pulsie.

Spawalnia to jest najbardziej samodzielny wydział i jakoś się nam udało oprzeć  trudnej sytuacji całego zakładu – mówi – Tu powstawały korpusy silników okrętowych i ich osprzęt. Teraz nie ma  silników, ale jest inna robota i najważniejsze, że jest. Nie ma dziś tego własnego brandu, tego wyrobu od początku do końca, od pierwszej śrubki po tabliczkę z logo. Niestety. Cegielski trochę się rozdrabnia. To co robimy to są usługi, ale nie ma się czego wstydzić. Podejmujemy się poważnych wyzwań.

I jest satysfakcja: kilkadziesiąt tysięcy ludzi na stadionie i w samym środku, nad murawą nasza iglica. Zawieszona w powietrzu, jak jakiś pojazd kosmiczny. I to wszystko było tu zrobione, wypieszczone na każdym centymetrze powierzchni, każdy spaw idealnie położony. Teraz spina cały stadion narodowy. Nikt nie wie, ile to było roboty, nerwów i nieprzespanych nocy – mówi.

A po robocie lubi sobie w domu poczytać, posłuchać dobrej muzyki, dobrej dla spawacza, np. Pink-Floydów…



W Zakładach Cegielskiego pracuje od 1973 roku do dzisiaj. Spotkanie z Cegielskim stało się realne dzięki  jego  ojcu, który pracował tu od 1950 roku aż do emerytury w 1981 i ściągnął do zakładu swoje dzieci: dwie córki i syna. Ojciec-uczestnik wypadków czerwcowych wpoił im szacunek do pracy , która była na pierwszym miejscu, dawała komfort i umożliwiała godne życie – zwłaszcza gdy się było docenianym. Ojciec, żeby dojechać do pracy na 6 rano wstawał o 3 i jechał do Poznania parowozem ponad półtorej godziny z Leszna. W zakładach Cegielskiego był zakochany od samego początku. Praca tu była solidna, zakłady dobrze zorganizowane, a produkty wysyłane na cały świat. To był dla niego powód do dumy.

Tadeusz  zaczynał pracę  w fabryce  lokomotyw i wagonów w dziale instalacji. Skończył technikum kolejowe – trakcje elektryczne. Przepracował tam 8 miesięcy i poszedł  na 2 lata do wojska. Potem były studia politechniczne. Po studiach rozglądał się za inną pracą, ale wrócił do Cegielskiego, do Fabryki Silników Okrętowych. Praca była bardzo dobrze zorganizowana w porównaniu z innymi zakładami. Pracowało się zespołowo, na  zmiany. Wszyscy byliśmy po imieniu – wspomina – starsi i młodzi. Myślało się wtedy o potędze Cegielskiego, a produkcja silników szła pełną parą.

Jego praca polega na sterowaniu ruchem obrabiarek numerycznych. Mechanizacja interesowała go od zawsze. Cegielski kiedyś funkcjonował jak koncern, składało się na niego 10 fabryk. Teraz w zakładach nie ma  produktu finalnego. Jest za to szeroki park maszynowy, obrabiarki o wielu funkcjach i to ratuję firmę. Miał propozycję pracy w biurze konstrukcyjno-eksploatacyjnym, ale wolał pracę w ruchu, w hali.

Kiedyś znak Cegielskiego był powszechnie rozpoznawalny. Nawet jeśli nie wiedziano, co się tu produkuje to wiedziano że Zakłady Cegielskiego są w Poznaniu.